Przełom roku to okres często wykorzystywany do podsumowań i stawiania sobie celów na rok, który właśnie się rozpoczął. Rok 2018 przyniósł nam dużą zmianę w życiu prywatnym. Po wielu latach znajomości udało Nam się zawrzeć związek małżeński. Przygotowania do tego wydarzenia na jakiś czas zastopowały realizację naszych celów podróżniczych, ale i tak rok 2018 możemy zaliczyć do udanych pod tym względem. Ale przecież w podróżach nie chodzi o bicie rekordów. Kolejny rok oboje pracując na etatach i zmagając się z 26-dniowym urlopem staraliśmy się spędzić w podróży jak najwięcej dni, oczywiście w wyznawanym przez nas nurcie "świadomego podróżowania".
Czy Piza to naprawdę tylko Krzywa Wieża? Często spotykaliśmy się z opiniami, że miasto oprócz słynnej wieży nie ma wiele do zaoferowania i można je "zaliczyć" w pół dnia. Chcieliśmy przekonać się na własne oczy, jak jest naprawdę. W naszej opinii owszem, Krzywa Wieża, ale też sąsiadujące z nią na Placu Cudów pozostałe trzy obiekty, o których piszemy niżej, są dominującą atrakcją turystyczną miasta. Jednak sama Piza ze względu na swój nieduży rozmiar, jak i typowe włoskie stare miasto z wąskimi uliczkami, pełnymi toskańskich małych restauracyjek, ma również swój urok. W połączeniu z bardzo łatwą możliwością dostania się tu z Polski w dwie godziny tworzy całkiem zgrabną kombinację miasta na weekendowy city-break.
Polska, grudzień, weekend. Za oknem siąpi deszcz, jest zimno, a o prawdziwą piękną, śnieżną zimę coraz trudniej. W takich warunkach tylko prosi się, żeby stąd uciec. Udać się na tani weekend, gdzie będzie przyjemna pogoda nawet w grudniu, jest w miarę blisko, można coś ciekawego zobaczyć, ale też smacznie zjeść. Cechy te spełnia wiele miejsc w cudownym kraju jakim są Włochy. W tym i kolejnym poście pragniemy Wam pokazać jedno z takich miejsc - część magicznej krainy jaką jest Toskania. A dokładnie Pizę i sąsiadującą jej uroczą Lukkę.
Jest wiele takich narodów, o których mówi się, że nad wyraz są dumni ze swojego kraju i wszystkiego, co się z nim łączy. W tej notatce chcielibyśmy skupić się na języku, który oczywiście jest jedną z odosobnionych cech każdego narodu. Jakie znacie kraje, których mieszkańcy najchętniej posługiwaliby się swoim ojczystym językiem zawsze i wszędzie? Nie mówimy tutaj tylko o komunikacji między mieszkańcami, ale o komunikacji zewnętrznej, z osobami spoza tego kraju np. w świecie biznesu, albo turystyce? Nie myśląc długo, taką nacją, która stereotypowo wkomponowuje się w ten obraz są Francuzi.
W ostatnim wpisie pisaliśmy o Lagos - wakacyjnym mieście pełnym piaszczystych, słonecznych plaż otoczonych wysokimi klifami i skalnymi zatoczkami. Czyli wszystko w pigułce z czego słynie południowa Portugalia. Teraz chcielibyśmy pokazać Wam miejsca w okolicy Lagos, które będą stanowić pewne oderwanie od wylegiwania się na plaży. Będzie wietrznie, chłodno, trochę pokropi, a horyzont spowije gęsta mgła. Czy to dalej południowa Portugalia, dalej Algarve? Okazuje się, że tak.
Gdy myślimy o Portugalii w głowie mamy piękne, piaszczyste, słoneczne plaże, uderzające ciepło oraz obijające o brzeg fale Oceanu Atlantyckiego. Brzmi jak raj. Wydaje nam się, że opis ten bardzo dobrze pasuje do Algarve, regionu administracyjnego obejmującego swoją powierzchnią całą południową część kraju. Jego cechą charakterystyczną są plaże otoczone niesamowitymi formacjami skalnymi z piaskowca, z wydrążonymi przez wodę ciekawymi kształtami, często też tworzącymi mini jaskinie. Stolicą regionu jest położone na wschodzie Faro, ale naszą przygodę z południem Portugalii zaczęliśmy od letniskowego i bardzo turystycznego miasta na zachodzie Algarve - Lagos.






